czecho.pl - medium nr 1 w Czechowicach-Dziedzicach czecho.pl

medium nr 1 w Czechowicach-Dziedzicach

Najpopularniejsze

  • 2 sierpnia 2008
  • wyświetleń: 245184

Zmarł podpalony 19-latek!

W czwartek wieczorem w szpitalu oparzeniowym w Siemianowicach Śląskich zmarł 19-latek, którego koledzy tydzień temu podpalili "dla żartu".

Zmarł podpalony 19-latek!
Jeden z zatrzymanych sprawców podczas doprowadzenia do policyjnego aresztu.
fot.Policja


Jurasz powiedziała, że mężczyzna miał poparzone blisko 70 procent ciała. Na 55-procentach powierzchni występowały poparzenia III stopnia. - Ponad połowa ciała była praktycznie zwęglona. Pojawiła się niewydolność krążeniowo-oddechowa. Od momentu przewiezienia do szpitala znajdował się pod respiratorem - powiedziała.

Do zdarzenia doszło tydzień temu, w nocy z soboty na niedzielę w Ligocie koło Czechowic-Dziedzic. 19-letni Przemek i 18-letni Sławek jechali autem na zabawę. Na moście natknęli się na śpiącego kolegę. Znali się od ośmiu lat. Podejrzani wysiedli z auta i zapalniczkami podpalili na nim ubranie. Kiedy na pokrzywdzonym zapaliła się odzież, uciekli. Płomienie ugasili przejeżdżający przypadkiem ludzie, którzy wezwali lekarzy. 19-latek trafił do szpitala.

Zatrzymani mężczyźni mieli we krwi od 1 do 1,5 promila alkoholu. W poniedziałek zostali przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Pszczynie. Przedstawiono im zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocia. Zostali aresztowani, przebywają w więzieniu w Cieszynie.

Interia

------------------------------------

Wiadomość z 29 lipca 2008 r.:

Dwóch mężczyzn w Ligocie koło Bielska-Białej w nocy z niedzieli na poniedziałek dla zabawy podpaliło zapalniczkami swojego śpiącego na moście kolegę. 19-letni Przemysław B. i 18-letni Sławomir D. przyglądali się, jak płonie jego ubranie. Gdy ogień się rozprzestrzenił, uciekli w obawie, że zostaną przez swoją ofiarę rozpoznani.

Płonącego jak pochodnia Dariusza B. zauważyli przypadkowi ludzie odwożący do domu znajomego.

- Wzywali pomoc i krzyczeli: gdzie jest ta karetka! - mówi Jadwiga Danel, mieszkająca najbliżej mostu, na którym płonął Dariusz B.

- Wpadli do mnie w nocy, krzyczeli w szoku, że pali się człowiek, porwali dwa garnki i polecieli go gasić - opowiada jej sąsiadka, Bronisława Światłoch.

Pewnie tylko dzięki ich interwencji Dariusz nie spłonął żywcem. Walczy o życie w szpitalu w Siemianowicach Śląskich. Jego stan lekarze określają jako ciężki, ale stabilny.

Sprawcy podpalenia 19-latka zostali szybko złapani. W chwili zatrzymania przez policję byli nietrzeźwi. Mieli we krwi 1 i 1,5 promila alkoholu.

Prokuratura Rejonowa w Pszczynie już ich przesłuchała. - Wszczęliśmy śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa - powiedziała nam wczoraj prokurator. Podpalaczom grozi nawet dożywocie.

Z zeznań zatrzymanych wyłania się wstrząsający obraz. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, tuż po podpaleniu kolegi, wrócili na festyn, na którym wcześniej się bawili. Tam też swoim wyczynem pochwalili się znajomym.

Według naszych informacji, tego typu makabryczne kawały w ich wykonaniu, były swego rodzaju tradycją. Ich ofiarą był ten, kto pierwszy upił się do nieprzytomności. Pijanemu delikwentowi malowano flamastrem twarz i ręce albo... podpalano włosy przy użyciu zapalniczki i dezodorantu!

Szokujące, bulwersujące i makabryczne - tak w Ligocie koło Bielska-Białej komentowane jest podpalenie 19-letniego Dariusza B. przez jego dwóch kolegów.

- Jak można było mu zrobić coś takiego - kręci głową Adam Gałka, sąsiad poparzonego chłopaka.

W nocy z soboty na niedzielę 19-letni Przemysław B. i 18-letni Sławomir D. zabawili się kosztem swojego kolegi robiąc z niego żywą pochodnię. Sprawcy jechali samochodem, gdy na moście na ul. Koło zobaczyli leżącego na chodniku Dariusza B. Zatrzymali się i próbowali go obudzić. Starszy z nich przesunął jego nogi z ulicy na chodnik, bo nadjeżdżał inny samochód. Nastolatkowie przepuścili pojazd, a gdy wrócili do śpiącego kolegi, postanowili... podpalić mu ubranie.

Czyj to był pomysł, nie wiadomo. Przemysław B. swoją zapalniczką podpalał bluzę od strony ściągacza, a Sławomir D. w tym czasie przyłożył zapalniczkę do kaptura. Ogień szybko zgasł, ale sprawcy ponownie go rozpalili. Z naszych informacji wynika, że gdy ubranie Dariusza B. zaczynało płonąć, jego koledzy stali nad nim i palili papierosy. Gdy płomienie sięgnęły 10 centymetrów odeszli. Wtedy Dariusz B. obudził się i próbował zgasić płonące ubranie. Wtedy sprawcy uciekli bojąc się, że zostaną rozpoznani.

Jadwiga Danel, mieszkająca najbliżej mostu przyznaje, że feralnej nocy słyszała dobiegające rozmowy i przekleństwa. - Nie zwracałam na to uwagi, bo ten most to miejsce schadzek młodych i często ktoś tam hałasuje - mówi. Dopiero, rozpaczliwy krzyk: "Jakub, Jakub, gdzie ta cholerna karetka?" dał jej do zrozumienia, że zdarzył się jakiś wypadek. Krótko potem przyjechało pogotowie, a po nim policja.

Według mieszkańców Ligoty płonącemu Dariuszowi B. najpierw pomogli mężczyźni, którzy odwozili znajomego z imprezy. Wyjeżdżając z zakrętu zobaczyli żywą pochodnię miotającą się na moście. Najpierw gasili go gaśnicą, a później wodą czerpaną z rzeki. Dlatego na asfalcie pozostał biały ślad po pianie gaśniczej i porozrzucane strzępki ubrania podpalonego mężczyzny.

Gdy karetka zabrała poparzonego 19-latka do szpitala, sprawcy w najlepsze bawili się na festynie w centrum Ligoty, gdzie chwalili się swoim wyczynem przed znajomymi.

Policjanci ustalili, że tego typu makabryczne żarty w ich wykonaniu zdarzały się wcześniej. Celem dowcipów był zawsze ten, kto pierwszy w ich towarzystwie upijał się do nieprzytomności. Poparzony w sobotę Dariusz B. miał już podczas jednej z wcześniejszych libacji przypalane włosy.

Stanisław Słowik, sołtys Ligoty przyznaje, że sprawa jest bulwersująca. I prosi, by wypadku nie wiązać z festynem, jaki w tym czasie był organizowany. - Wypadek miał miejsce na granicy z Czechowicami. Sprawcy podpalenia nie wracali z festynu, ale z baru położonego w innej dzielnicy - podkreśla.

Sąsiedzi Dariusza B. podkreślają, że chłopak nikomu nie przeszkadzał. Mieszkał z ojcem w niedawno wybudowanym domu. Ci, którzy go podpalili, byli jego kolegami od kieliszka.

O sprawcach mieszkańcy Ligoty nie chcą mówić. Są zszokowani tym, że nastolatkowie byli zdolni do tak nieludzkiego czynu. Sołtys Ligoty zwraca jednak uwagę, że młodszy z podpalaczy był dwukrotnie wyrzucany z czechowickich szkół.

Wczoraj Przemysław B. i Sławomir D. trafili na trzy miesiące do aresztu. Od śledczych usłyszeli zarzut usiłowania zabójstwa.

Dariusz B. jest w stanie ciężkim, ale - jak zapewniają lekarze z Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, gdzie przebywa mężczyzna - stabilnym. Chory jest przytomny, samodzielnie oddycha.

Ma poparzone ok. 70 proc. powierzchni ciała - twarz oraz górną część klatki piersiowej i tułowia. Obrażenia są poważne. Specjaliści z siemianowickiej "oparzeniówki" określili je jako drugiego i trzeciego stopnia.

Wczoraj 19-latek trafił do komory hiperbarycznej. Trzygodzinny seans zostanie powtórzony dzisiaj.

Więcej czytaj w Dzienniku Zachodnim.

------------------------------------

Wiadomość z 28 lipca 2008 r.:

Policjanci z Czechowic-Dziedzic zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy najprawdopodobniej podpalili 19-letniego mieszkańca Ligoty. Poszkodowany w stanie krytycznym przebywa w szpitalu. Sprawcom grozi nawet dożywotni pobyt w więzieniu.

Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę. Z relacji świadków oraz ustaleń policjantów wynika, że 18-latek wraz z 19-letnim kolegą wracali z wiejskiego festynu. Kiedy szli ulicą, zauważyli śpiącego znajomego. Próbowali go obudzić, ale im się to nie udało. Wtedy najprawdopodobniej zaczęli go przypalać zapalniczkami. W ciągu kilku sekund na mężczyźnie zapaliła się cała odzież. Podpalacze, gdy zauważyli efekt swojego głupiego żartu, uciekli.

Śledczy natychmiast po otrzymaniu informacji o zdarzeniu rozpoczęli poszukiwanie sprawców i wyjaśnianie okoliczności tego zajścia. Poszukiwania szybko przyniosły efekty. Policjanci zatrzymali dwóch młodych mężczyzn. Mieszkańcy Ligoty trafili do policyjnego aresztu.

Podpalony mieszkaniec powiatu czechowickiego z oparzeniami ciała został przewieziony do szpitala. Ma poparzone ponad 70 procent powierzchni ciała. Jego stan lekarze określają jako krytyczny. Dzisiaj sprawcy zostaną przesłuchani i prawdopodobnie usłyszą zarzut usiłowania zabójstwa.

Policja

REKLAMA

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.